|
To był niesamowity koncert. Niesamowity dlatego, że już od dłuższego czasu nie miałem przyjemności usłyszeć Hunter'a na żywo. Ale także dlatego, że Hunter ma tę umiejętność tworzenia niesamowicie dwoistego klimatu na swych gigach.
Gdy ujrzałem miejsce, gdzie miała odbyć się owa ceremonia doznałem lekko mieszanych uczuć. Mały Dom Kultury wyglądający dość niepozornie. Szybko się rozmyśliłem, gdy zobaczyłem "salę koncertową". Może do największych nie należy, ale była spora. Poza tym scena mieściła akurat sprzęt dla trzech kapel i nie sprawiała wrażenie ciasnej. Na sam początek z lekkim opóźnieniem (koncert zacząć miał się o 17.00 przyp. Sz) na scenie ujrzeliśmy pierwszego rozgrzewacza. Zespół o dźwięcznej nazwie - Stowarzyszenie Inaczej Grających Muzyków Amatorów, w skrócie SIGMA - prezentował materiał z pod znaku hard and heavy. Niestety trudno było odebrać klarownie ich przesłanie przez problemy techniczne w pierszej połowie ich występu. Później bylo już z górki, lecz pomimo to wydaje mi się, że akustycy nie uzyskali brzmiemia, jakie miała na myśli SIGMA. Największą ujmą był słabo nagłośniony wokal, przez co praktycznie w ogóle nie dało się zrozumieć liryki formacji.
Po około 40 minutowym występie SIGMY na scene zaczęła pakować się grupa Trade Mark z Rybnika. Dość sprawni, bo po 10 minutach usłyszeliśmy piersze dźwięki wydobywane z ich wzmacniaczy. Na samym początku panowie poinformowali nas o tym, że w zespole od 3 gra "nowy nabytek", w postaci nowego gitarzysty, który nauczył się wszystkiego przez te 3 dni. Muszę przyznać, że zdolny chłopak, bo przejął funkcję gitarzysty solowego i w jego grze nie dostrzegłem żadnych błędów. Z resztą to samo mogę powiedzieć o całym Trade Mark, którego występ bardzo rozbudził ospałą publiczność. Uraczyli nas bardzo pozytywną dawką muzyki (w ogóle nie dotykając o reggae, co w dzisiejszych czasach nie jest łatwe to osiągnięcia) oscylująca pomiedzy konkretnym blues'em, funk'iem a klasycznym polskim rockiem. Kapela bardzo energiczna, na scenie bawiła się niesamowicie. Bardzo fajnie wyszedł im cover piosenki Jana Kiepury Blondynki Brunetki. Miejmy nadzieję, ze jeszcze o nich usłyszymy.
O godzinie 20.00 z minutami na scenie ujrzeliśmy technicznych Hunter'a. Ich nagłaśnianie trwało nieco dłużej, dzięki czemu uzyskali swoje charakterystyczne brzmienie. Jeszcze trochę i po zapowiedzi na scene wszedł Drak. Bez zbędnych introdukcji zaczęła się zabawa. Na początek Niepokój, wydawać by się mogło, że za spokojny na otwarcie występu, lecz wszelkie wątpliwości rozwiał następny kawałek co się Wyznawcami zwie. Szybka, wręcz punkowa energia doprowadziła do tego, że o mały włos nie straciłem aparatu w morzu zabijających się ludzi pod sceną. Drak przywitał się z Raciążem słowami "nareszcie mamy prąd", gdyż podczas ostatniego występu Łowców w tym miasteczku niefortunnie zabrakło własnie tej niezbędnej energii do gry heavy metalu. Nagle Hunter zapodał nigdy wcześniej nie grany na koncertach song pod tytułem $$$$$$$, a tuż po nim T.E.L.I..., na którym publiczność mogła wykazac się znajomością tekstów. Potem w końcu powrót do starszego wydawnictwa, nawiasem mówiąc - mojego ulubionego - i "panie prosza panów - SO" wykrzyczał Drak. Bardzo ciekawie zabrzmiały utwory z Requiem z aranżacją skrzypcową Jelonka. Żniwiarze Umysłów nigdy wcześniej nie byli tak potężni, a Time Of Hate z polskim tekstem nigdy tak nie dawał po ryju. Co mnie zdziwiło na tym koncercie, to Kiedy Umieram w środku występu, zwykle grane pod koniec. Nie śpiewać tego numeru wraz z Hunterem jest wielkim wstydem! Na szczęście nikt się nim nie okrył tego wieczora. Po Kiedy Umieram na scenie przez chwilę pozostał maestro Jelonek, który zapodał nam próbke swego debiutanckiego albumu solowego. Co sprawiło, że moja szczena opadła, to to, ze nagle doszedł drugi skrzypek - Drak! Przypomina się nam, kto nagrywał początkowo partie skrzypiec w Hunter. Solo skrzypcowe zmieniło się w metalową symfonię po dołaczeniu się Saimona, Pita i Brooza, już na swoich instrumentach. Potęga. Po tej niesamowitości panowie postanowili zrobić sobie małą przerwę by Picik zaintonował pioseneczkę o Mrocznym Rysiu. Wtórował mu swym góralskim głosem Jelonek. Bardzo ciekawe i zabawne. Przynajmniej wiemy, że Hunter nie jest tylko i wyłacznie związkiem szyderców z piekła rodem. Ale na tym nie koniec niespodzianek, bowiem Łowcy postanowili uchylić rąbka tajemnicy i zaprezentować nam swój nowy utwór. Trudno jest mi go teraz ocenić po jednym przesłuchaniu, lecz jedno mogę przyznać - to coś innego niż T.E.L.I... więcej powiem, gdy zapoznam się z płytą ;). Na zakończenie nie mogło zabraknąć pięknego Fallen, który jak zwykle powoduje u publiczności nie małe poruszenie. Jak zawsze Draq przybija piątki, jak zawsze Jelonek wyczynia cuda, jak zawsze Saimon z Picikiem się wydurniają. Oczywiście nie mogła to być końcówka, gdyż czekał ich bis. Zatem Hey Ya Outcastu. Zabrzmiała naprawdę niesamowicie. Po tym wyczerpującym secie złożonym z 16 utworów Huntersi zeszli ze sceny zmęczeni, ale też uśmiechnięci.
Niesamowity koncert. Pomimo tego, że nie odbył się w mym ojczystym mieście, to jednak udało się uzyskać rodzinną atmosferę przez wspólne śpiewanie tych cudownych utworów. Dzięki dla chłopaków za ten koncert i dzięki dla Draka za wywiad. Niedługo zostanie umieszczony na stronie. Do zobaczenia! DJ Sznapps Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Powered by AkoComment 2.01 PL+ Polska adaptacja - © Copyright 2006 by Zwiastun |