Nie jestem jakimś zagorzałym fanem totalnej muzycznej ekstremy. Płyty, których nie rozumiem momentalnie lądują na półce. O mały włos taki los spotkałby nowy krążek lubelskiego kwartetu Deivos. Ale uparłem się, tym bardziej, że album spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem w prasie. Uznałem, że i ja prędzej czy później skumam twórczość tego bandu. No i udało mi się.
Nigdy wcześniej nie spotkałem się z zespołem So I Sin. Szczerze mówiąc, to dopiero teraz mam zamiar się zapoznać z owym bandem bliżej. Nie, żeby tam jakimś specjalnym geniuszem o ich demówki zapachniało, ale trzy utwory, jakie się na niej znalazły prezentują się całkiem nieźle.
Elbląg do tej pory kojarzył mi się z wszechobecnymi dresiarzami, jakoś nie pachniało tam nigdy szatanem. Aż tu nagle zakupiłem sobie nowy „Thrash’em All”, wraz z nim nową płytę zespołu Trauma. I okazuje się, że ów band właśnie z tego miasta pochodzi. Zapewne nie mają kłopotów z łysymi koksami na mieście, bo zdaje się, że mają małe wsparcie rogatego.
Ze zdziwieniem i jednocześnie pewną satysfakcją zauważam w naszym ciasnym kraju coraz więcej metalowych zespołów, które nie tylko nie ocierają się o dokonania muzyczne Paris Hilton, a wręcz odważnie pukają do twardych drzwi wydawców z naprawdę dobrymi materiałami w łapkach. Niedawno jedna taka kapela zapukała również do moich drzwi, w postaci listonosza i małej paczuszki. W owej paczuszce, którą nabyłem na stronie zespołu za 10 polskich nowych, znalazłem płytkę krótką, bo to promo w końcu, ale całkiem mile brzmiącą.
Sporo się nasłuchałem o Corruption swojego czasu, jednak nie byłem całkowicie pewien, czego się po nich spodziewać. Z „Virgin's Milk” po raz pierwszy zetknąłem się w jednej z nocnych audycji radiowych w „normalnym” radiu, czyli niestety nie w radiu Wolna Chata. Pierwsze, co przyszło mi do głowy: czy to na pewno ten Corruption z Polski?
I, że się tak wyrażę, pozamiatane. Panowie z Bydgoszczy dokonali prawie niemożliwego: nagrali krążek z melodyjnym heavy metalem, który mnie nie nudzi! Jednocześnie spore gratulacje kieruję w stronę wydawnictwa Empire, które coraz częściej rzuca na rynek płyty nie będące death bądź black metalowymi pomiotami, tylko otwiera się na inne rejony ciężkiego grania. A wracając do Chainsaw… Cóż, po kolei...
Wielka grupa Tool po nagraniu genialnego albumu Lateralus milczała przez okrągłe pięć lat. Wokalista Maynard John Keenan jednak nie spoczywał na laurach i wspólnie z zespołem A Perfect Circle nagrał 4 płyty. Po ich przesłuchaniu i wielokrotnym postanawianiu akceptacji pobocznego projektu Keenana bałem się, że kolejne dziecko Toola będzie brzmiało "perfektcirklowo". Co rozumiem przez to pojęcie? Komercjalizację, nazbyt wielką piosenkowość i przynudzanie. Po pięciu latach w końcu się doczekaliśmy i w roku 2006 świat ujrzał mistyczną okładkę płyty o równie mistycznym tytule - 10,000 Days.
Machine Head powrócili. Po raz kolejny tryumfalnie. I znów wyraźnie widać, że zespół raz na zawsze skończył z graniem pod publiczkę, znów ewoluuje. Popieram taką ewolucję.
Ich debiut był bezlitosny. „Burn My Eyes” z miejsca stało się klasykiem. Potem coś się chłopakom porobiło, bo kolejne płyty („The Burning Red”, „The More Things Change”, „Supercharger”) jakoś dziwnie zalatywały koniunkturą. A tym samym tzw. Nu-metalem. Od tego czasu z tym gatunkiem byli kojarzeni. Później przyszła niezła koncertówka („Hellalive”), a na szczyt powrócili znakomitym krążkiem „Through The Ashes Of Empires”. Potem DVD- „Elegies”. I nadszedł czas na zupełnie nowy materiał. Oto jest, „The Blackening”.
Jakoś się tak dziwnie złożyło, że od kilku ładnych lat śledzę naszą rodzimą scenę metalową i niewiele na niej widziałem kapel, które by uprawiały taki zapomniany trochę gatunek jak doom metal. Czyżby na placu boju został tylko stołeczny Carnal?
Oto kolejny, podręcznikowy wręcz przykład muzycznej ewolucji, a przykład wielce chwalebny tym razem. Chimaira odrzuca swoje nu-metalowe początki oddając w nasze ręce krążek wypełniony po brzegi energią i szybkością. Thrash metal? Po części na pewno. Tylko, że jest to bardzo nowoczesne podejście do tego gatunku.